Pani od religii
zadała nam ciekawą pracę domową. Otóż mieliśmy rano pomodlić się i poprosić Boga, żeby przez ten dzień zaopiekował się nami i był przy nas. Dzisiaj rano odrobiłam tę pracę domową.
Jestem zawiedziona. Przygotowywałam się na ten dzień. To miała być jakby randka z Bogiem. Ja wiem, że Bóg jest zawsze i wszędzie. Ale kolega ze szkoły, którego widuję codziennie na lekcjach będzie dla mnie kimś zupełnie innym, kiedy pójdziemy na randkę. Wtedy spędzę długie godziny w łazience, ubiorę się bardzo ładnie i będę mieć wyjątkowy nastrój. I dzisiaj czułam się wystawiona. Czekałam, starałam się czytać między wierszami, uśmichać się częściej i doszukiwać jakiś drobnych zmiam. Ale ten dzień nie różnił się niczym od innych. Niczym! Nawet nie mogę powiedzieć, że był jednym z lepszych.
Lecz... może źle to widzę? Może ten dzień miał być okropny? Może jednak miało stać się coś bardzo złego?
Nie wiem. Może jestem niewdzięcznicą. Ale i tak czuję się zawiedziona.
Zauważyłam też, że do wszystkiego tworzę własną filozofię. Nawet w Boga wierzę po swojemu. I zawsze zastanawiałam się jak to jest, że tylu ludzi wyznaje chrześcijaństwo nie wiedząc prawie nic o innych religiach. Wydaje mi się to nie tyle dziwne, co nie w porządku. Cóż, nie mnie to oceniać. Może wcale tak nie jest, tylko ja tak to widzę?
I jeszcze jedna "refleksja". Jak to jest, że niektórzy nauczyciele wzbudzają instynktowny respekt, a inni wręcz przeciwnie? I czemu katecheci zazwyczej należą do tej drugiej grupy? W końcu to katecheci powinni mieć najwięcej ciekawych, pięknych i wzruszających rzeczy do powiedzenia. A czasami myślę, że oni nie mają nam nic takiego do powiedzenia. Za to mają największą książkę do przepisywania kolejnych tematów lekcji. Zawsze chciałam katechetę, z którym można by dyskutować. Którego chciałoby się słuchać. Przecież niektórzy ludzie mają w sobie coś takiego ...
to tylko myśli, tylko słowa...
2006-12-07; 20:06:12
skomentuj (0)