Możesz czegoś się o mnie dowiedzieć lub odejść. Możesz mnie skrytykować lub nawet podglądać mnie przez dziurkę od klucza lub przez uchylone drzwi. Możesz po cichutku grzebac w mojej przeszłości i śledzić przyszłość. A to i tak za mało, żeby mnie poznać.



Dochodzę do wniosku,

że okrutną rzeczą jest dorastać. Kiedy tak nagle wszystko, w co wierzyłam, obraca się w pył. Ot, wszystko z prostego staje się trudne i skomplikowane. I tak od razu oczekują odpowiedzialności i dojrzałości. Każą podejmować decyzje. Wplątują w jakieś afery. Rodzi się nieszczerość. Pstryk! Otwierają się oczy. Dostrzega się w dotychczasowych autorytetach wady. I wszystkiego trzeba samemu dotknąć, posmakować, zobaczyć. A nikt nie ostrzegał, że może być za gorące, gorzkie albo, że mogę wcale nie chcieć tego oglądać. Muszę. I coraz bardziej wznieca się we mnie ogień bezradności. Kiedy ktoś już przegrał swoje życie. I jeszcze ostatkiem sił wyciąga ręce. Jak tonący ostatnim tchem rzuca się, zachłannie łapie powietrze, krztusi wierząc, że skądś spadnie koło ratunkowe.
Nie, nie, moje życie nie będzie smutne. No przecież... miało nie być. Nie może być. Ale czasem czuję się tak, jakby ktoś mój mózg zamknął w małym, ciasnym pudełku. I wtedy wszystko wydaje się nie do osiągnięcia. A moje serce z wieczną upartością udrzuca tę myśl. Odwieczny konflikt. A ja stoję gdzieś na środku pola bitwy...


to tylko myśli, tylko słowa...
2006-12-11; 21:39:17
skomentuj (0)