Chyba stąd ucieknę. Ucieczka to żadne rozwiązanie. Ale to nic.
Nie po to, żeby zacząć od nowa. Po to, by stworzyć PAMIĘTNIK. Intymność. Prywatność.
Ach, błędy młodości.
to tylko myśli, tylko słowa...
2007-01-22; 21:26:34 skomentuj (1)
Zawsze starałam się patrzeć na świat zza szyby, jakby mnie to wszystko w ogóle nie dotyczyło. Jakaż byłam głupia. Nie wiem, co miałoby być we mnie takiego wyjątkowego, żeby myśleć, że mogę trzymać się ponad tym ulicznym zgiełkiem, brudem, zanieczyszczeniem. A prawda jest taka, że jestem tego częścią. Nie potrafię być ponad tym. To przytłacza mnie i doprowadza do obłędu. Nie umiem być lepszym człowiekiem. Nie umiem być INNYM człowiekiem. Innym od wszystkich. A jacy są wszyscy?
Do cholery, trzeba się zdecydować! Albo wszyscy są jednakowi albo każdy jest wyjątkowy. Bo kiedy uogólniamy, to nigdy nie mamy na myśli siebie.
to tylko myśli, tylko słowa...
2007-01-14; 18:01:34 skomentuj (0)
Nic od losu nie dostałam za darmo, ot tak. W każdym razie nic w całości. O wszystko muszę walczyć, szarpać się, gryźć, kopać i nie puszczać. A to nieprawda, że wszyscy tak mają.
Ciąglę, od kilku lat, powtarzam sobie, że jestem szczęśliwa. Chociaż coraz trudniej mi w to wierzyć. Chciałabym to wszystko z siebie zmyć. To całe dotychczasowe życie. Zacząć od nowa, chociaż od środka. Ja potrzebuję "chrztu ognia". Ogień oczyszcza.
Tęsknię za mamą. Rzadko ją widuję. A potrzebuję jej teraz, bardzo. Boję się.
Jedni mówią o ślubie, drudzy o śmierci. Taka kolejność rzeczy. Z którą się muszę pogodzić. Może już podświadomie to zrobiłam? Okropne. Kiedyś chciałam umrzeć jakkolwiek, byleby bezboleśnie. Ale to nie tak.
Lepiej się na siebie złościć, niż się nad sobą użalać. A ja złoszczę się na cały świat. Buntuję się (nawet na złość sobie) i jakoś mi z tym lepiej. Wyrzucę to wszystko przez okno, będzie luźniej, czyściej. Będzie łatwiej to wszystko ogarnąć, zrozumieć. Bo ja uwielbiam porządek. Ale nienawidzę sprzątać.
Czy kiedyś to się skończy? Czy kiedyś w końcu wszystko stanie się jasne? Czy kiedyś będę w końcu wiedziała, co czuję? Czy kiedyś będę mogła bez wątpliwości powiedzieć: jestem szczęśliwa albo nieszczęśliwa? Wtedy jest łatwiej coś zrobić.
to tylko myśli, tylko słowa...
2007-01-08; 23:25:41 skomentuj (0)
Podobno jestem pesymistką. Cóż, tak, często się tak zdarza. To dlatego, że rozczarowanie jest zbyt gorzkie. Staram się ukrywać przed samą sobą moją ogromną nadzieję i wiarę właśnie po to, żeby się nie rozczarować. Wolę poczuć się mile zaskoczona, jeśli się uda. Choć wtedy pozbawiam się uczucia zwycięztwa. Nie mogę powiedzieć: "Ach, wiedziałam, że się uda! Nigdy w to nie zwątpiłam!". Jak to w życiu bywa - coś za coś.
Jednak potrafię być silna, kiedy nie ma skąd brać siły. Potrafię poradzić sobie w naprawdę trudnych sytuacjach. I wyznaję zasadę, że zawsze jest jakieś wyjście. Bo "kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno". I wbrew pozorom nie boję się wyzwań. Każdy człowiek musi się w życiu z czymś zmierzyć. Przeżyć coś, by jego życie stało się spełnione. A wyzwania i przeciwności uczą nas szczęścia, wytrwałości i siły.
Też wyruszam na poszukiwania mojej wieży. Choć nie wiem co tam zobaczę. I co z tym zrobię. Czy w ogólę chcę to zobaczyć. Ale jeśli tam nie dotrę, moje życie nigdy się nie spełni.
Duże dziewczynki nie płaczą.
to tylko myśli, tylko słowa...
2007-01-05; 21:26:27 skomentuj (0)
Niektórzy kiedy są smutni, piją dużo alkoholu. Ja natomiast jem dużo czekolady. Może gdyby nie te chandry udałoby mi się porzucić słodycze. Ale to tylko gdybanie.
Specyfika mojej osoby wpływa na mnie samą negatywnie. Gdyż jestem zbyt specyficzna dla mojego własnego umysłu. Żeby nie powiedzieć dziwna. A jeszcze dziwniejsze jest to, że może być tak, iż tylko według mnie jestem specyficzna. Zabawne. Gdybanie.
Czuję się poszkodowana przez los, ot co się stało. Niewdzięcznica ze mnie, co? I przez to zjadłam czekoladę. I galaretki. W czekoladzie zresztą. I jestem jeszcze bardziej zła na siebie. Jaki sens ma złoszczenie się na siebie? Jeszcze gorzej mi się wtedy ze sobą żyje. Nikt nie lubi, jak się ktoś na niego złości, nie? Zaraza, skąd to się bierze? Z kilku milionów różnch gatunków ssaków (czy ile ich tam jest) tylko ludzie mają takie problemy. A w szczególności ja, któż inny przejmowałby się takimi pierdołami?
Zaczynam wierzyć w wampiry. I mówić "zaraza". I "tak sobie myślę". Bo "jejku jej" to żadna nowość. Za dużo Sapkowskiego. Trudno. Jednak bywam cyniczna.
I dobrze.
to tylko myśli, tylko słowa...
2006-12-27; 21:25:29 skomentuj (0)
Dochodzę do wniosku, że okrutną rzeczą jest dorastać. Kiedy tak nagle wszystko, w co wierzyłam, obraca się w pył. Ot, wszystko z prostego staje się trudne i skomplikowane. I tak od razu oczekują odpowiedzialności i dojrzałości. Każą podejmować decyzje. Wplątują w jakieś afery. Rodzi się nieszczerość. Pstryk! Otwierają się oczy. Dostrzega się w dotychczasowych autorytetach wady. I wszystkiego trzeba samemu dotknąć, posmakować, zobaczyć. A nikt nie ostrzegał, że może być za gorące, gorzkie albo, że mogę wcale nie chcieć tego oglądać. Muszę. I coraz bardziej wznieca się we mnie ogień bezradności. Kiedy ktoś już przegrał swoje życie. I jeszcze ostatkiem sił wyciąga ręce. Jak tonący ostatnim tchem rzuca się, zachłannie łapie powietrze, krztusi wierząc, że skądś spadnie koło ratunkowe.
Nie, nie, moje życie nie będzie smutne. No przecież... miało nie być. Nie może być. Ale czasem czuję się tak, jakby ktoś mój mózg zamknął w małym, ciasnym pudełku. I wtedy wszystko wydaje się nie do osiągnięcia. A moje serce z wieczną upartością udrzuca tę myśl. Odwieczny konflikt. A ja stoję gdzieś na środku pola bitwy...
to tylko myśli, tylko słowa...
2006-12-11; 21:39:17 skomentuj (0)
Pani od religii zadała nam ciekawą pracę domową. Otóż mieliśmy rano pomodlić się i poprosić Boga, żeby przez ten dzień zaopiekował się nami i był przy nas. Dzisiaj rano odrobiłam tę pracę domową.
Jestem zawiedziona. Przygotowywałam się na ten dzień. To miała być jakby randka z Bogiem. Ja wiem, że Bóg jest zawsze i wszędzie. Ale kolega ze szkoły, którego widuję codziennie na lekcjach będzie dla mnie kimś zupełnie innym, kiedy pójdziemy na randkę. Wtedy spędzę długie godziny w łazience, ubiorę się bardzo ładnie i będę mieć wyjątkowy nastrój. I dzisiaj czułam się wystawiona. Czekałam, starałam się czytać między wierszami, uśmichać się częściej i doszukiwać jakiś drobnych zmiam. Ale ten dzień nie różnił się niczym od innych. Niczym! Nawet nie mogę powiedzieć, że był jednym z lepszych.
Lecz... może źle to widzę? Może ten dzień miał być okropny? Może jednak miało stać się coś bardzo złego?
Nie wiem. Może jestem niewdzięcznicą. Ale i tak czuję się zawiedziona.
Zauważyłam też, że do wszystkiego tworzę własną filozofię. Nawet w Boga wierzę po swojemu. I zawsze zastanawiałam się jak to jest, że tylu ludzi wyznaje chrześcijaństwo nie wiedząc prawie nic o innych religiach. Wydaje mi się to nie tyle dziwne, co nie w porządku. Cóż, nie mnie to oceniać. Może wcale tak nie jest, tylko ja tak to widzę?
I jeszcze jedna "refleksja". Jak to jest, że niektórzy nauczyciele wzbudzają instynktowny respekt, a inni wręcz przeciwnie? I czemu katecheci zazwyczej należą do tej drugiej grupy? W końcu to katecheci powinni mieć najwięcej ciekawych, pięknych i wzruszających rzeczy do powiedzenia. A czasami myślę, że oni nie mają nam nic takiego do powiedzenia. Za to mają największą książkę do przepisywania kolejnych tematów lekcji. Zawsze chciałam katechetę, z którym można by dyskutować. Którego chciałoby się słuchać. Przecież niektórzy ludzie mają w sobie coś takiego ...
to tylko myśli, tylko słowa...
2006-12-07; 20:06:12 skomentuj (0)
Tak jakoś chce się żyć. Żyć w najprostrzym tego słowa znaczeniu.
Patrzeć, słyszczeć, chodzić, dziwić się, cieszyć, płakać, kochać. Po prostu żyć.
I wtedy wszystko tak trochę traci sens. Nic więcej już się nie liczy. Drobne niepowodzenia, nieodwzajemnione zauroczenia, niedociagnięcia urody, to, że jest zimno i szaro. Bo obok tej chęci życia cała reszta traci swoje znaczenie.
Mogę się zastanawiać nad sensem istnienia. Rowodzić na temat Nieba i Ziemi. Plątać we własnych rozmyślaniach popadając w coraz większą beznadzieję. Bo na niektóre pytania, nie ma odpowiedzi.
I po co to wszystko? Jakie to ma znaczenie?
Kiedy tak bardzo chce się żyć ...
to tylko myśli, tylko słowa...
2006-12-01; 15:33:34 skomentuj (0)
A może to, co wydaje mi się trawą, wcale nie jest trawą?
Może to ziemia jest niebem, a niebo ziemią?
Może słońce wcale nie jest żółte tylko różowe?
Jak bym postrzegała świat, gdyby dookoła były tylko ciemności?
Jak wtedy wyglądałoby niebo?
Co widziałabym w mojej głowie zamiast morza?
Czym byłaby fala?
Jak wyglądałaby łąka wczesną wiosną i późną jesienią?
Moja wyobraźnia aż tak daleko nie sięga.
Nie lubię się tak łudzić.
Jejku jej, jak ja tego nie lubię.
To jest właśnie to uczucie, kiedy umysł nie zgadza się z sercem.
Nie potrafię nad sobą panować!
Ojejku jejku jej!
Nie jest dobrze. Ale co zrobić? Przejdzie mi. Chociaż wolałabym, żeby nie przechodziło. Znów nie mam wyjścia.
aaa!.
Trudno.
...się mówi. Podobno. Ale ja nie lubię tego słowa. Nie lubię być cyniczna. A przecież czasami trzeba. Inaczej człowiek by się wykończył.
Do Niego: Nie musisz przede mną uciekać. Nie zjem Cię. Nie zrujnuje życia. Daję spokój. Chociaż nie kontroluję siebie...ale to tylko wtedy, kiedy jesteś obok.
Dziwne. Po tym, jak przeciągnęłam się i ziewnęłam poczułam się tak, jakby ktoś dookoła mnie rozpylił jakiś kwiecisny dezodorant. I mi sie teraz dezodorantu zachciało. A niby skąd??
Nie lubię szkoły. I to nie dlatego, że trzeba się uczyć. To akurat ta lepsza część tejże instytucji. Mnie najbardziej irytuje to, że tam wszystko tak na przymus. I coś jeszcze. Czego słowami nie umiem określić. W szkole jakoś czuję się nie na miejscu.
Ach! Moim skromnym zdaniem, mundurki to w sumie bardzo dobry pomysł. Mam dość zastanawiania się ciągle, co założyć. Naprawdę. Poza tym co to w ogóle za ocenianie ludzi po ubraniu?? Mniej dylematów, mniej prania, mniej "stopniowania ludzi". Same plusy. Mundurki chcę, mundurki!
to tylko myśli, tylko słowa...
2006-11-25; 22:45:00 skomentuj (0)
Wracałam z przyjaciółką z angielskiego.
Z daleka zobaczyłyśmy radiowóz policji.
Przechodziłyśmy obok.
Pod murem leżała kobieta w ciąży.
Jakiś mężczyzna próbował ją podnieść.
Nie mógł.
Ciało kobiety bezwładnie upadało.
Jej nienarodzone dziecko upadało razem z nim.
A co robiła nasza szanowna władza?
Siedzieli w zamkniętym samochodzie.
Jeden coś pisał.
Drugi nie robił nic.
Czy to w porządku?
Bezczelne złodziejki balonów.
Kiedyś jeszcze nas złapią.
Od helu można się uzależnić?
Koooocham Cię i Łódź, i hel też kocham.
to tylko myśli, tylko słowa...
2006-11-19; 10:05:49 skomentuj (0)
Nie chcę stracić tego "ikarowego" spojrzenia na świat.
Nie chcę.
Wolę zginąć wierząc, niż żyć ze świadomością, że rzeczywistość jest tak beznadziejnie szara, smutna i daleka od marzeń.
Nie potrafię sobie wyobrazić, żeby za kilka lat wszystkie najważniejsze dla mnie wartości nic nie znaczyły.
Więc będę gonić za marzeniami.
Bo przecież warto.
W końcu marzenie Ikara się spełniło - poleciał ...
Boję się trochę, że upadnę.
Ale przecież jak nie spróbuję, to nigdy się nie nauczę.
A po upadku można zawsze wstać.
I próbować dalej.
to tylko myśli, tylko słowa...
2006-11-12; 10:59:28 skomentuj (0)